Desant na Juno

przez | 26/03/2011

    Plaża Juno była 7-kilometrowym pasem wybrzeża, wciśniętym pomiędzy brytyjskie sektory Gold i Sword. Była najlepiej ufortyfikowaną z plaż, które miała w „dniu D” zdobywać brytyjska 2. Armia gen. Dempseya. Liczne punkty oporu zabudowane były silnymi bunkrami z żelbetonu, otoczonymi transzejami, okopami strzeleckimi, oraz zasiekami z drutu kolczastego i polami minowymi. Dodatkowo w pasie plaży Juno rozmieszczono 11 baterii dział 155 mm i 9 baterii dział 75 mm. Wszystkie lufy armat i karabinów maszynowych były wycelowane w plaże, którą miały ostrzeliwywać ogniem skrzydłowym. Kombinacja ustawionych zapór i ognia skrzydłowego, prowadzonego z punktów oporu musiało niewątpliwie dawać gwarancję Niemcom, że zniszczy każdą siłę dokonującą lądowania. W przeciwieństwie do plaż, które mieli szturmować Amerykanie, po pokonaniu wydm, żołnierze wkraczali do licznych miasteczek- dawniej kurortów nadmorskich- które Niemcy przemienili w prawdziwe twierdze, każdy dom, każdą kamienicę. Mieściny te stanowiły główne punkty oporu niemieckiej obrony, a głównymi były osady Vaux, Bernieres, St. Aubin, Langrune i Courseulles. Courseulles, a dokładniej Courseulles-sur-Mer, leżąca pośrodku plaży Juno, była najlepiej umocnionym punktem oporu na całej długości wybrzeża 2. Armii. Ten 7-kilometrowy pas umocnień Wału Atlantyckiego miała przełamać kanadyjska 3. Dywizja Piechoty. W nocy z 5 na 6 czerwca RAF dokonał zmasowanego bombardowania plaży Juno, lecz w chwili lądowania okazało się, że był on przeraźliwie niecelne.

    Pułk Regina Rifles miał atakować właśnie Courseulles. Należał do niego Glenn Dickin, który wspomina niezwykle szczegółową odprawę, jaką przeprowadzono na okręcie. Zdążył poznać Courseulles jak własne rodzinne miasteczko Manor: wieża ciśnień, dzwonnica kościelna, szkoła, ratusz, stacja kolejowa. Wiedział, że plaża jest płaska i piaszczysta, łatwa do lądowania z kilkoma zaledwie rozproszonymi naroślami skał, widocznymi podczas odpływu, o który nie trzeba się martwić. Wiedział wszystko o falochronie wznoszącym się na końcu plaży, znał nawet rozmieszczenie ulic i kamiennych budynków rozchodzących się promieniście od Place-de-la-Mairie, z jedną szosą biegnącą po moście przez rzekę i prowadzącą do Bayeux. Była to olbrzymia zasługa alianckiego wywiadu, który dołożył nadludzkich starań do przygotowania operacji Neptune. Glenn mógł przewidzieć z niemal absolutną dokładnością, co czeka go w „dniu D”.

    Zgodnie z harmonogramem Kanadyjczycy mieli lądować o godzinie 7.45 (Kanadyjską 3. Dywizję Piechoty miały poprowadzić czołgi DD z 6. Pułku Pancernego), lecz wzburzone morze opóźniło ich o ponad 10 minut. Wszyscy też, z powodu fal, cierpieli męki wywołane chorobą morską, co mogą świadczyć słowa szeregowca Geralda: „Śmierć byłaby lepsza od tego”, wyjęczane do swojego kolegi. W końcu, spóźnieni ale jednak, wyruszyli. W trakcie, gdy I rzut kanadyjskiej 3. DP płynął w stronę plaż, ogień otworzyły brytyjskie pancerniki i krążowniki. Godzinie później dołączyły do nich czołgi i działa płynące na okrętach transportowych LCT. Był to najcięższy ostrzał z morza, jaki kiedykolwiek przeprowadzono, lecz jeden z Kanadyjczyków wspomina: „Ostrzał nie zabił nawet jednego Niemca, nie uciszył nawet jednego działa”. Jednak wzbił on tumany piasku i gęstego dymu, co uniemożliwiło niemieckim obrońcom dostrzeżenie floty inwazyjnej i samego desantu. Ostrzał ustał nagle o godzinie 7.30, gdy I rzut miał wg. planu lądować. Dało to Niemcom czas na otrząśnięcie się z szoku i ponowne obsadzenie stanowisk.

    Niecałe 3 km od plaż, czołgi kanadyjskiego 6. Pułku Pancernego dostały rozkaz natychmiastowego zjazdu do wody. Czołg sierżanta Leo Gariepy’ego ze szwadronu B pierwszy zjechał po rampie. Chwilę potem uwagę Gariepy’ego zajmowało przede wszystkim utrzymywanie maszyny na powierzchni, co wymagało zarówno zimnej krwi, jak i umiejętności. Konstrukcja z płótna żaglowego i wsporników czołgów DD, która utrzymywała je na wodzie, była dość krucha, tak więc należało płynąć z falą a nie przeciw niej, co mogło doprowadzić do zniszczenia konstrukcji w całości. Wszyscy dowódcy czołgów znaleźli się w sytuacji Gariepy’ego, tak więc sformowanie szyku bojowego było niewykonalne, tak jak i nawet sterowanie ku wyznaczonym miejscom. Gariepy wspomina: „Z 18 czołgów DD, które miały być wodowane, udało mi się posadzić na wodzie 14. (…) Ja i trzej inni moi ludzie nie umieliśmy pływać, co zwiększało jeszcze naszą determinację, by dotrzeć do plaży, wbrew przeciwnościom żywiołów. (…)”. Tak rozpoczęła się inwazja na plaże Juno.

    Niemcy zaczęli strzelać do czołgów, które bardziej przypominały łodzie z płótna, niż pancerne kolosy. Kule z karabinów maszynowych tworzyły liczne dziury w płótnie, przez które wlewała się woda. Pompy pracowały bez przerwy. Dokładnie o 7.30 czołg sierżanta Gariepy’ego dopłynął do plaży, a załoga zrzuciła konstrukcję płócienną. Ogień z karabinów maszynowych ustał niemal momentalnie, prawdopodobnie dlatego, że Niemców zupełnie zaskoczył widok czołgu wyłaniającego się z morza. Załoga czołgu, korzystając z zamieszania, ruszyła między zaporami w stronę bunkrów. Za nimi jeszcze 9 maszyn walczyło z falami, usilnie płynąc w stronę brzegu. Przed nimi żołnierze niemieccy porzucali w popłochu pozycje i gniazda kaemów i uciekali. Wkrótce 8 z dziewięciu czołgów dopłynęły do plaży, lecz 3 ugrzęzły w miękkim gruncie na linii wody. Tak więc zadanie przewidziane dla 18 maszyn, musiało wykonać 6 czołgów. Zaczęły nadciągać pierwsze barki płaskodenne z piechotą.

    Lądowanie oddziałów szturmowych piechoty poprzedził jednak desant saperów i oddziałów inżynieryjnych, których zadaniem było rozbrajanie groźnych dla barek desantowych min i wysadzanie w powietrze zapór. Dochodziła godzina 8.00. Pierwsze barki desantowe z rzutem szturmowym zaczęły opuszczać rampy. Kanadyjczycy zaczęli przedzierać się przez wodę, między zaporami, by dostać się do plaży. Niemcy otworzyli ogień. Snajperzy i obsługa moździerzy celowali w żołnierzy lądujących w pierwszej fali szturmowej. Dookoła padające kule wzbijały fontanny wody. Glenn Dickin wspomina, że ok. pół mili od brzegu niemieckie kule zaczęły grzechotać o burty barki i gwizdać nad głową. Gdy kilkanaście minut po 8.00 opuszczono rampę, trzymając wysoko nad głową karabin, Glenn wbiegł w wodę po pas tak szybko, na ile pozwalało mu dodatkowe 40 kg ekwipunku, i zaczął brnąć w stronę plaży. Ludzie przewracali się w wodzie i padali na piasek. Widział, że kilka czołgów zostało już wyeliminowanych z walki, stały nieruchomo i nie strzelały. Z kolei kuzyn Gordona Browna, Doug, leżał ranny na piasku. Spośród 120 żołnierzy kompanii A, 85 zginęło bądź odniosło rany. Gordon widział mnóstwo ciał rozrzuconych po całej plaży. Wielu piechurów korzystało ponadto z osłony, jaką dawały pancerze czołgów, co przyczyniło się w dużym stopniu do zmniejszenia strat wśród piechoty.

    Żołnierze z 48. Commanda Morskiego także dostali się pod silny ogień karabinów maszynowych i moździerzy, jeszcze będąc na łodzi. Dla większości żołnierzy najtrudniejszą częścią tego ataku okazały się przeszkody. A kiedy już przedostali się przez urządzenia obronne, napotykali wzdłuż pokrytej lejami plaży zaciekły, a na niektórych odcinkach znacznie lżejszy opór. Wzdłuż całej Juno Kanadyjczycy ponosili straty. Z trzech plaż brytyjskiej 2. Armii, ta okazała się najbardziej krwawa. W samym środku tego zamieszania kobziarze z Kanadyjskiego Pułku Szkockiego grali bez przerwy na kobzach. Grali od opuszczenia portu w Anglii, grali na okrętach desantowych i w ogniu walki. Kapral Robert Rogge z piechoty, wspomina: „To było coś. Kiedy brnąłem przez wodę do brzegu, słyszałem kobziarzy grających <> na okręcie za nami i to naprawdę zagrzewało do walki”. Z kolei szeregowy Levers z Kanadyjskiego Pułku Szkockiego, tak zapisał w dzienniku pierwsze chwile na Juno: ” Woda sięgała nam do pasa, a czasem nawet do piersi. Brnęliśmy do brzegu i był to dość wolny marsz. Dopadliśmy brzegu, a wtedy karabiny maszynowe zmusiły nas do zwariowanego tańca przy przebieganiu przez plażę”. Ogólnie patrząc sytuacja była podobna do tej z Omaha.

    Naprzeciwko miasteczek Bernieres i St. Aubin-sur-Mer żołnierze z kanadyjskiej 8. Brygady i 48. Commando dostali się pod ciężki ogień. Jedna z kompanii straciła w ataku połowę ludzi. Chociaż walka była zawzięta, Kanadyjczycy wydostali się z plaż Bernieres-St. Aubin w niecałe pół godziny, po czym ruszyli w głąb lądu. W innych miejscach kanadyjska piechota również zaczęła forsować wysoki wał nadmorski, pola minowe i zasieki. Z kolei czołgom zatrzymanym przez głębokie rowy przeciwczołgowe, przyszły z pomącą wyspecjalizowane maszyny AVRE. Do ich zadań należało zasypywanie rowów, rozminowywanie pól za pomocą „krabów”, czy też stawianie mostów inżynieryjnych.

    Na całym 7-kilometrowym pasie wybrzeża Juno żołnierze wykazywali się niesamowitym bohaterstwem i odwagą. Sierżant Sieg Johnson pamięta, jak jeden z jego kolegów został ranny w brzuch i w nogi, a mimo to, zaraz po wyjściu na brzeg ruszył na bunkry. „Zastrzelił jednego Niemca, drugiego złapał rękami za szyję. Udusił go, a potem sam umarł z powodu odniesionych ran. Kiedy go znaleźliśmy, nadal trzymał Niemca za gardło”. Inny przykład- znajdujący się na przedzie pluton zatrzymał się przed zasiekami z drutu kolczastego, a próba wysadzenia ich ładunkami wybuchowymi nie udała się. Jakiś żołnierz rzucił się na druty tak, by inni mogli przejść po jego plecach. Johnson widział także ludzi czołgających się między zasiekami i przez pola minowe, by dostać się blisko bunkrów i zaatakować je granatami.

    Oprócz tak widocznych przykładów męstwa, na Juno zdarzały się też mało chlubne sytuacje. Kierowca czołgu, sierżant Ronald Johnson, po wydostani się ze swoją maszyną na brzeg był przerażony, gdy okazało się, że musi jechać po ciałach zabitych i rannych żołnierzy piechoty kanadyjskiej. Opowiadał później: „Trzeba było o tym nie myśleć, zapomnieć. Była tylko jedna droga naprzód”. Po przejechaniu większego odcinka plaży, dowódca załogi kazał Johnsonowi skręcić w lewo. „Spojrzałem w tamtą stronę i powiedziałem <>”. Dowódca zapytał dlaczego, na co sierżant odpowiedział: „Dzisiaj nie będę już więcej jechał po własnych kolegach”.

    Następne rzuty nie napotkały już na takie trudności i w ciągu godziny na plaży zrobiło się nienaturalnie spokojnie. Wielu żołnierzy lądowało z przewieszonymi rowerami, które były w następnych godzinach i dniach bardzo pożądanym środkiem lokomocji. Forsowali wał i kierowali się w głąb lądu, zajmować osady i skrzyżowania. Do godziny 12.00 na brzegu znalazła się cała 3. DP. Tymczasem żołnierze z pierwszego i drugiego rzutu wdarli się w gąszcz uliczek i zabudowań, tocząc ciężkie walki uliczne. Żołnierze 48. Commando Morskiego utorowali sobie walką drogę przez St. Aubin-sur-Mer i skręciwszy na wschód, szli wzdłuż wybrzeża. Mieli wyjątkowo trudne zadanie. Juno leżała 7 mil od plaży Sword i aby zamknąć tą lukę i połączyć obie plaże, komandosi musieli iść forsownym marszem w kierunku Sword. Tymczasem, naprzeciw im szło 41. Commando ze Sword. Po kilku godzinach obie jednostki miały się połączyć. Tak było wg. planów, jednak komandosi napotkali po drodze na problemy. 48. Commando wdało się w walki uliczne w ufortyfikowanym mieście Langrune, nie mogąc się przebić. Ulice zawalone były barykadami, drutem kolczastym, zaminowane. Każdy dom był fortecą z grubymi, betonowymi ścianami. Bez wsparcia sprzętu ciężkiego komandosi utknęli.

    Tymczasem pułk Regina Rifles i 6. Pułk Pancerny wdarł się do Courseulles. Napotkano liczne bunkry i ogień moździerzy. Z kolei w Bernieres jedna z kompanii straciła 60 ludzi, starając się obejść i uciszyć nieuszkodzony bunkier. Niemniej w ciągu godziny-dwóch w obydwu miejscowościach stłumiono wszelki opór. Podobnie jak na Omaha, stanowiska obronne, uważane przez atakujących za wyeliminowane, były ponownie obsadzane po przejściu Kanadyjczyków. Korzystając z systemu połączonych transzei, obrońcy wracali na porzucone stanowiska i ponownie otwierali ogień. Walki uliczne, czasem bardzo zaciekłe, czasem jednak sporadyczne, trwały przez cały dzień. Oddziały kanadyjskie uporały się z oporem w St. Aubin dopiero o godzinie 18.00.

    Sierżant Stanley Dudka miał wg. planu wraz z Pułkiem Górali Północnej Nowej Szkocji zając Carpiquet- lotniska położonego nieopodal przedmieść Caen, 15 km w głąb lądu. Z wielu powodów „górale” nie zdołali dotrzeć tak daleko, nawet nie udało im się zbliżyć do lotniska. Było to spowodowane zaciekłą obroną plaż i dalej położonych terenów. Ponadto żołnierze mieli tendencje do plądrowania mijanych domostw, co tylko potęgowało opóźnienie. Dudka wspomina: „W tamtym czasie czołgi [z 6. Pułku Pancernego] znacznie nas już wyprzedziły. Spowodowane było to niecierpliwością Kanadyjczyków, aż rwących się do walki”. Kiedy jego jednostka znalazła się w połowie drogi do Carpiquet, dochodziła godzina 20.00. Zgodnie z rozkazem przerwali marsz i okopali się na noc w oczekiwaniu na spodziewany kontratak pancerny Niemców. Na zachodzie Kanadyjski Pułk Szkocki zdołał przedrzeć się 10 km w głąb lądu i połączyć się z brytyjską 50. DP w Creully. Oprócz tego, na całym pasie Juno niemal żadna jednostka nie zrealizowała postawionych zadań. Niemal, bo jedyną taką jednostką był właśnie 6. Pułk Pancerny, w którym służył sierżant Gariepy. Co więcej, 6. Pułk był jedyną jednostką w całych siłach inwazyjnych, która zrealizowała pierwotnie postawione cele, a nawet posunęła się dalej. Żołnierze porucznika McCormicka ze Szwadronu C przecięli szosę Caen-Bayeux, i posuwali się dalej, mijając bez rozkazu Brettville l’Orgueilleuse, docierając niemal do Carpiquet. Piechota jednak nie była w stanie za nimi nadążyć, więc czołgi musiały wycofać się na noc na pozycje zajmowane przez piechotę. Wkrótce grenadierzy z dywizji pancernej SS „Hitlerjugend” obsadzili stanowiska na lotnisku i Kanadyjczycy musieli walczyć ponad 4 tygodnie, by ich stamtąd wyprzeć.

    Podsumowując, Kanadyjczykom nie udało się zrealizować celów wyznaczonych na D-Day. Przyczyn było kilka, ale najważniejszą było to, że zadania zaplanowano z przesadnym optymizmem, zwłaszcza w stosunku do żołnierzy, biorących pierwszy raz udział w walce. Z powodu pogody nastąpiły opóźnienia w desancie na brzeg. Dotarcie do plaży było utrudnione przez wysokie fale i przypływ, a same przeszkody wodne były znacznie groźniejsze, niż przypuszczano. W dodatku silne bombardowanie z powietrza okazało się zupełnie chybione, a jedynie uprzedziło obrońców o zbliżającym się desancie. Podobnie jak na innych plażach, na Juno również ciągły napływ pojazdów spowodował zatory. W konsekwencji uderzenie straciło początkowy impet. Obrona, jaką przełamali Kanadyjczycy jest porównywana do tej z Omaha. Alianci ruszyli w głąb lądu, lądowanie na plaży dobiegło końca.

Bibliografia:
„D-Day” S. Ambrose
„Najdłuższy dzień” C. Ryan
„Caen. Droga do zwycięstwa” A. McKee
„10 dni do D-Day” D. Stafford

Dla FkCoD Site przygotował mch90

Dodaj komentarz