Bitwa o Pointe du Hoc – wersja historyczna


Przygotowania

    2. i 5. batalion rangers otrzymał jedno z najtrudniejszych zadań w dniu inwazji. Mieli oni w sile ok. 500 ludzi zmusić do milczenia baterię dalekosiężnych dział 155 mm leżących na pionowym klifie zwanym Pointe du Hoc. Działa te stanowiły śmiertelne niebezpieczeństwo dla jednostek alianckich lądujących na plażach Utah i Omaha. Na wykonanie tego zadania rangersi podpułkownika Jamesa Ruddera otrzymali tylko 30 minut. Zakładano, że jeśli wsparcie artyleryjskie i bombardowanie z powietrza nie wyeliminuje dział nim dotrą tam rangersi, to straty sięgać mogą nawet do 60-70% stanów. Wszyscy byli już myślami na klifie, przybici tym. Nikt nie spodziewał się łagodnego przemarszu przez umocnienia na Pointe du Hoc. Nikt, z wyjątkiem plutonowego Larrego Johnsona, który napisał list do pewnej dziewczyny, prosząc w nim o randkę. Mieszkała ona w Paryżu. Jego przełożonego uderzyło w nim to, że dopóki istnieją tacy optymiści jak Larry, to nie ma rzeczy niemożliwych.

Atak

    6 czerwca o godzinie 7.10 rano rozpoczął się atak na Pointe du Hoc. W stronę wysokiego na 10 metrów urwiska wystrzeliły rakiety ciągnące za sobą liny. Na szturmujących rangersów Ruddera spadł grad kul z broni maszynowej Niemców. Wzdłuż małego skrawka plaży skupiło się dziewięć barek desantowych z 250 żołnierzami z 2. batalionu na pokładzie. W wyniku rozmaitych pomyłek nawigacyjnych 5. batalion rangers popłynął w zupełnie inne miejsce- w piekło plaży Omaha. Gdy James Rudder zorientował się, że zaszły komplikacje, było już za późno by zawracać 5. batalion. W ten sposób jego siły zostały uszczuplone o 250 ludzi.

zdjecie

    Klif zapewniał pewną osłonę przed niemieckimi kulami i granatami, lecz była to osłona niewielka, wątpliwa. Żołnierze atakowali z furią. Raz po raz przelatywały z rykiem liny na kotwiczkach i sznurowane drabinki na hakach. Niestety, duża część sprzętu wspinaczkowego zawiodła między innymi z powodu nasączenia wodą morską w drodze na cypel. Ogień z barek desantowych skutecznie odpychał Niemców, lecz także zwalał na rangersów odłamki skalne. Nieopodal klifu manewrowały też dwie amfibie LVT z długimi, wysuwanymi drabinami wypożyczonymi od londyńskiej straży pożarnej. Stojąc na czubku drabin Amis (potoczna nazwa Amerykanów) ostrzeliwywali urwisko z thompsonów i garandów. Gdy brakowało sprzętu wspinaczkowego, niektórzy żołnierze zaczęli się wspinać na gołych rękach, bądź mając z pomocą jedynie bagnet. Niemcy zdołali też przeciąć kilka lin i drabinek, zrzucając w dół wspinających się rangersów. Opór Amerykanów zdławił w końcu niemiecki opór na krawędziach klifu.

zdjecie

    Po dotarciu na szczyt żołnierze rzucali się w leje po pociskach. Pointe du Hoc przedstawiało niesamowity widok. Ziemia była tak zryta pociskami, że do złudzenia przypominała krajobraz księżycowy. Podczas samej przeprawy na szczyt klifu zginęło 25 żołnierzy.

zdjecie

    Jednym z pierwszych, którzy dotarli na szczyt był szeregowy Ralph Davis, pseudonim „Kaznodzieja”. Opanowany zazwyczaj Davis po dotarciu na szczyt spuścił spodnie i… opróżnił się. Odtąd mówiło się, że kiedy „Kaznodzieja sra, wojna musi poczekać”. Na górze także nie było różowo. Po dłuższej chwili pełnej napięcia ciszy rozpętało się piekło. W dodatku okazało się, że pośród tych olbrzymich umocnień wcale nie ma oczekiwanych dział! Co więcej, nigdy ich tam nie było! Doskonale wyszkoleni rangers umiejętnie wykorzystali ukształtowanie terenu, penetrując cały obszar umocnień, organizując punkty oporu, a także patrolując przedpole.

zdjecie

    Działa (prawdopodobnie przeznaczone na stanowiska na Pointe du Hoc) jednakże odkryto kilka godzin później ok. 2 km w głąb lądu, dzięki kilku żołnierzom patrolującym okoliczne pola. Całą bateria była przygotowana do prowadzenia ognia, jednak zabrakło jej obsługi. Nie oddano z nich ani jednego strzału. Po południu James Rudder, dowódca, wysłał meldunek: „Pointe du Hoc opanowany. Zadanie wykonane. Potrzebujemy amunicji i uzupełnień. Duże straty. Koniec”. Uzupełnienia nie zostały przysłane.

zdjecie

    Jedynym wsparciem dla osamotnionych rangersów byli trzej spadochroniarze ze 101 dywizji powietrzno-desantowej, którzy nocą przekradli się przez linie niemieckie, 23 rangersów przetransportowanych z sektora Omaha i następnego dnia kolejnych 25 rangers także z Omaha. Niemcy kontratakowali. Po czterech stosunkowo słabych atakach, odpartych przez Amerykanów, 7 czerwca Niemcy zdołali skoncentrować siły i przypuścić generalny szturm na ten ważny strategicznie cypel. Mimo olbrzymich strat i przewagi liczebnej wroga, żołnierze utrzymali swoje pozycje i nie oddali urwiska. Tego samego dnia przybyły posiłki z sektora Omaha. 2. batalion wyszedł z batalii o Pointe du Hoc w stanie szkieletowym. Z 225 ludzi, którzy dostali się na szczyt, do zluzowania tylko 90 było w stanie iść o własnych siłach.

zdjecie

Dla FkCoD Site przygotował mch90