Bitwa o Normandię (z przebiegiem z Call of Duty) część III


    W sztabie panuje chaos. Zajęliśmy sześć mil w głąb Francji, ale i tak sytuacja wygląda tragicznie. Jest 24 czerwca. Ostatnio Szwaby dotarli do wybrzeża, ale wycofali się ze strachu, że zostaną otoczeni. Jeśli dalej tak pójdzie Niemcy prędzej czy później zepchną nas do morza. Wszystkim kompaniom brakuje ludzi. Kompania A jest jedyną, która zachowa się w praktycznie pełnym składzie, a więc na pewno pójdziemy pod pierwszy ogień. Doprawdy, zanim wojna się skończy, minie jeszcze wiele czasu i zginie nie jeden żołnierz. Nie ma się z czego cieszyć.

Tymczasem mamy uciszyć stanowisko arty, która rano otworzyła ogień w kierunku plaż. Działa są świetnie chronione i musimy sobie radzić sami. Przy takim bajzlu nie możemy liczyć na żadne wsparcie.

-Dobra, przed nami artyleria. Mamy ją uciszyć, wysadzić i wrócić do domu. Ja, Hardbrooks, Linx, Collins i Whinkehok podchodzimy od przodu. Moody, Nicolson, Patton i państwo Elderowie bierzecie ich od lewej flanki. Do przodu! -ogłosił Foley.

Położyliśmy się i powoli o przodu. Udało się ominąć walkę. Foley z innymi zrobił to sam. Podobno Moody dostał wtedy niezły ochrzan za zdezertowanie. Czasem dobrze być szeregowcem!

-Odsunąć się! Ten złom zaraz wybuchnie – krzyknął Foley po podłożeniu ładunków.

Z drugim działem poszło raz, dwa. Przed trzecim spotkaliśmy sanitariusza. Pozostałości uznanej za zaginioną kompani G…

-Jesteś sanitariuszem?! Pod drzewem leży ranny człowiek! Idź po niego! – krzyczał Moody.
-Och, sir, nie mogę. Tylu naszych chłopców zginęło! O nie! Strzelają także do sanitariuszy! Aaa! – wybąkał lekarz i skonał.
-A niech to! Osłaniajcie mnie, a ja pójdę po niego! – powiedział Moody.
Strzelaliśmy długimi seriami. Sierżant zbliżał się coraz bardziej. Wskoczył do środka.

-Dobra, poskładam tego gościa, a ty Martin wysadź resztę dział. Przejmujesz dowództwo! – powiedział Moody.

Przejmujesz dowództwo! Jak to brzmiało. Super. Rozwaliłem 88.

-Atakować na całej linii! Już, dalej, dalej, dalej! – krzyczałem wczuwając się w dowództwo. Nie zbijałem bąków i też brałem czynny udział w walce. Pokonaliśmy bez strat dużą ilość Szkopów. Mały sukces, a to z takich składa się zwycięstwo w całej wojnie. Pozbyliśmy się kolejnego stanowiska i atakowaliśmy dalej. Tu był kłopot, bo ostatnie działo było dobrze ukryte wśród drzew i chroniły je trzy stanowiska CKM. Zabiliśmy strzelców, gdy zmieniali lufy. Część załogi wycofała się do gospodarstwa. Chyba czeka nas ciężka walka.

Budynek po budynku oczyściliśmy posiadłość. Znaleźliśmy dokumenty, które w połączeniu z tymi, które odszukaliśmy w bunkrze, stanowiły sensowną całość. Pozbyliśmy się ostatniej osiemdziesiątki ósemki. Dobra akcja, bez strat, ale… co teraz?
I znów smutek ogarnął wszystkich.

Nowe rozkazy. Dostaliśmy informacje, że dwaj brytyjscy oficerowie – kapitan Price, i major Ingram zostali zestrzeleni na terenie Austrii. Mamy ich uwolnić. Coś tu śmierdzi… Gdyby byli to nasi, nie zdziwiłbym się, gdybyśmy mieli uwolnić zwykłych szeregowców. Ale to Brytole! My nie znosimy ich, a oni nie znoszą nas. Muszą więc być bardzo ważni.

Akcja jest świetnie zaplanowana. Jesteśmy przygotowani na każdą ewentualność. Zrzucają nas na terytorium wroga, potem podchodzimy pół kilometra do willi. Jeśli się poszczęści, to możemy nawet zabić kilku niemieckich dowódców. Za liniami wroga nie mamy żadnego wsparcia, ale ponieważ teren jest górzysty, to posiłki wroga będą opóźnione. Sama obrona obiektu nie powinna być zbyt silna. Akcja, jak każda inna.

-Przed nami mała stróżówka. MG42 za workami z piaskiem, kilka Kubelwagenów i ciężarówek i około dziesięciu żołnierzy z bronią automatyczną. Nie zauważyli mnie. – powiedział Moody.
-Miejmy nadzieję. Martin, prowadzisz. Reszta za nim. Potem atakujemy budynek. Ruszać się! – krzyknął Foley.

Korzystając z elementu zaskoczenia udało mi się pozbyć CKM-u bez szwanku. Osłaniałem z BAR-a kolegów, którzy szturmowali budkę. W środku był a ciekawa radiostacja, której pozbyliśmy się. Hardbrooks ze snajperki zdjął strażników willi. Zdobyliśmy ciężarówkę, której pilnowanie przypadło Linxowi. Szwabów było tu sporo i stawiali większy opór, niż się spodziewaliśmy.

-Dobra robota. Martin, bierz Hardbrooksa i Collinsa i oczyśćcie ten budynek. Ja i reszta sprawdzimy, czy jest tu jakieś drugie wejście. Już! – rozkazał Foley.

Przemierzając pomieszczenia zamku pozbieraliśmy jakieś papierki i zniszczyliśmy radiostację. Pod główne wejście przyjechał Blitz, z którym Moody, Foley i Tom sobie nie poradzili. Musieliśmy opuścić pozycje, aby nie dostać się pod ostrzał z dwóch stron. W walce z tymi, który przyjechali ciężarówką zginął Collins. Biedny chłopak. Taki młody… Robiłem co mogłem, żeby go uratować. Kazałem przejąć pałeczkę Hardbrooksowi, a ja ciągnąłem na placach ciało Collinsa. Nie żałuję tego do dziś, że mogliśmy go pochować, a nie zostawić w bezimiennych górach. Nawet się z tego cieszę.

-Jeszcze raz dobra robota! Wchodzimy przez te drzwi i uwalniamy tych gostków! – powiedział żywo Foley po przejściu przez drugie drzwi.

Jeszcze kilka pokojów i znaleźliśmy Price’a. Powiedziałem do niego stojąc na baczność:

-Sir, nazywam szeregowy Martin Elder, przyszliśmy tu żeby Pana uwolnić.
-Och, Amerykanie! Nieźle narozrabialiście! Nic mi nie jest, mogę chodzić. – odpowiedział cicho.
-Proszę się trzymać z tyłu, kapitanie.
-Martin, bierzesz szpicę, ja wezmę Collinsa. – wykrzyczał Foley.

Teraz poszło z górki, bo posiłki wroga były bardzo słabe. Wszyscy załadowaliśmy się na ciężarówki. W drodze:

-Zaraz, gdzie major Ingram? – spytał niespokojnie Moody.
-Przynieśli go do obozu IIIA. Jedźcie tak jak teraz, ale skręcie pół kilometra przed punktem ewakuacyjnym i ścieżką aż do obozowiska. – wybełkotał zmęczony Price.
-Skąd Pan wie, gdzie jest nasz punkt ewakuacyjny?
-Wiem więcej niż myślicie! Dajcie mi się zdrzemnąć.

Dobranoc – powiedziałem z niechętnym uśmiechem, patrząc się w dal. Na horyzoncie rysowała się wysoka wieża strażnicza…

Price smacznie sobie spał, a ja miałem zleźć z paki.

-Martin, wyróżnij się w służbie i zrób co ci każę. Jeśli ci się uda, to po powrocie zostaniesz sierżantem. Masz Spriengfielda z pięcionabojowym zamkiem. Pięć naboi w środku, a pięć do kieszeni. Zdejmij wartowników przy bramie, ale nie wychylaj się zbytnio, mają tam przynajmniej pięć CKM-ów. Od twojego pierwszego strzału będziemy mieli mniej niż dziesięć minut na znalezienie Ingrama. Biegnij potem do bramy i zostaw karabin. Masz na sobie ładownice do Thompsona, a więc rzucimy ci go po jej minięciu. Ruszaj – powiedział Foley konspiracyjnym szeptem.

Z zadaniem kłopotów nie było. Szybko podleciałem do wejścia. Spektakularna scena i mam już automata w łapach. Tysiące kul, Niemcy padali jeden za drugim. Z każdym budynkiem tak samo. Udało się zabić kilku oficerów, a nawet generała! To okropnie obniżyło morale przeciwników i doprowadziło u nich do chaosu. Latali bez celu po placu i dawali ładować w siebie serie. Ale po chwili otrząsnęli się z zaskoczenia, a nas zabiła rutyna. Pierwsze straty, martwy Nicolson i ranny Linx. Udało się jednak znaleźć tego majora.

-Jankesi? Co za szczęście. Przyszliście po mnie prawda? Nieważne, wynosimy się stąd. – powiedział szybko Ingram i podniósł MP-40 kapitana, którego udusił.

Targanie ciał spadło na Hardbrooksa. Ja osłaniałem tyły i bezpośrednio ochraniałem Ingrama. Z przodu szli Foley, Moody, Tom i jeszcze inny nowy, którego nazwiska dawno nie pamiętam. Linx zmarł w połowie drogi, a ten nowy zginął od granatu tuż przed ciężarówką. Uciekliśmy w pełnym składzie. Żywi czy martwi, ale wszyscy. Tak ma być. Price i Ingram podali sobie dłonie. Skojarzyły mi się one z dłońmi Żukowa i Pattona w Berlinie. Tym razem się cieszyłem. Wszyscy się cieszyli. Pełni nadziei na szczęśliwy koniec. I doczekanie go.

Dla FkCoD.pl opracował:
Marcin Więckowski z Ustrzyk Dolnych