Recenzja Call of Duty 4: Modern Warfare


    Call of Duty 4, najnowsze dziecko studia Infinity Ward, w końcu zawitało na naszych komputerach osobistych. Po fali krytyki ze strony fanów co do wypuszczenia Call of Duty 3 tylko na konsole, znów mamy okazję wziąć karabin w dłoń i ruszyć na pole walki. Tym razem jednak, czeka na nas mała niespodzianka. Zapomnijcie o drugiej wojnie światowej i walkach w Normandii (ileż można ;p), seria Call of Duty wkracza do czasów współczesnych.

Tak, tak, dobrze widzicie. Teraz Wasz (jeszcze) żywy przeciwnik nie krzyknie „Hande hoch!”, tylko „Allah Akbar!”, nie rozstrzelacie go z poczciwego Thompsona tylko władujecie krótka serię z M16, Waszym postrachem nie będzie już MP44 a niezawodne AK-47. I zapomnijcie o Shermanach, teraz liczą się tylko Abramsy, powietrze zaś zaroi się od śmigłowców bojowych. A to wszystko dlatego iż niejaki Imran Zakhaev przy pomocy terrorysty Al-Asada, postanowił rozpętać mała wojenkę w bliżej nieokreślonym państwie na Bliskim Wschodzie. Do wojny oczywiście przyłączają się Stany zjednoczone. Tymczasem mały oddział SAS działający gdzieś na byłych terenach ZSRR odkrywa że za tym wszystkim kryję się coś większego.

Tak mniej więcej prezentuje się fabuła CoD4, dalsze jej zdradzanie tutaj nie ma sensu, gdyż odebrałoby to znaczną część przyjemności płynącej z grania. Po poprzednich częściach, które bardziej przypominały filmy wojenne, tutaj bierzemy udział w interaktywnym filmie sensacyjnym z elementami wojennymi. Fabuła jest jedną z największych zalet Call of Duty 4. Jest poprowadzona w bardzo dobry, dynamiczny sposób a jednocześnie tak zręcznie, że naprawdę ciężko samemu odejść od gry przed jej końcem, a ten trzeba przyznać jest genialny. Żeby zachować ciągłość wydarzeń, pomiędzy misjami oglądamy teraz krótkie filmiki z zarysem fabularnym i krótkim wprowadzeniem do tego co może nas czekać w kolejnej misji. Gdyby nie pasek ładowania, można by odnieść wrażenie iż gra składa się z jednej, długiej misji.

W grze wcielamy się w dwóch żołnierzy, Paul Jackson z USMC, któremu będziemy towarzyszyć w walkach na bliskim wschodzie, i „Soap” Tavish z SAS, który trafia pod dowództwo Cpt. Price’a (tak tak, TEN Cpt, Price a przynajmniej bliźniaczo podobny) i wspólnie z nim ściga Zakhaev’a po terenach byłego ZSRR. Misje w jakich przyjdzie nam wziąć udział są różne. Od tradycyjnych dla serii, po dośc nietypowe, które są bardziej interaktywnymi wstawkami, jednak dość zręcznie wplecionymi. Niestety gra dalej jest bardzo mocno oskryptowana a i kampania w singlu okrutnie krótka. Aż się prosi o te kilka godzin rozgrywki więcej.

A jak to wszystko wygląda? Cóż, sprzęt na którym grałem (prawie 6-letni komputer z nowszą kartą grafy) pozwalał na odpalenie gry na średnio-niskich detalach. Jednak nawet to ustawienie powoduje że gra wygląda wyśmienicie więc mozna sobie wyobrażać jak wygląda po maksymalnym ustawieniu wszelkich bajerów. Również środowisko gry zyskało na interaktywności. Zaimplementowano tutaj system RagDoll odpowiadający z fizykę obiektów. Plansze są teraz dużo bardziej interaktywne i wiele przedmiotów można zniszczyć lub zmienić ich położenie. To samo tyczy się żołnierzy aczkolwiek nie tak jak miało to miejsce chociażby w Medal of Honor Airborne. Animacje ich śmierci sa dalej animowane ( swoja drogą genialnie) ale samo ciało już nie staje się tylko elementem wystroju planszy i w wyniku wybuchu może zmienić położenie. Również ściany przestały być zaporą nie do pokonania dla naszych kul. Teraz, gdy jakiś przeciwnik upierdliwie chowa się za drewnianą przeszkodą, wystarczy dłuższa seria w w jego osłonę i za chwile powinniśmy zobaczyć jego ciało zsuwające się na ziemie. Oczywiście nie wszystkie elementy da sie przestrzelić. System ten działa jednak dość intuicyjnie, i generalnie co dałoby radę przestrzelić w rzeczywistości, da radę również w grze. Modele broni i postaci to kolejny element za który należą się pochwały dla twórców.

Seria Call of Duty, przyzwyczaiła nas już do świetnej oprawy dźwiękowej i nie inaczej jest tym razem. Muzyka, odgłosy pola bitwy, i cała reszta brzmi świetnie, a przy dobrym zestawie głośników, lepiej ostrzeżcie wcześniej sąsiadów, żeby nie przejmowali się odgłosami dochodzącymi zza ściany.

W obecnych czasach gra nie posiadająca trybu multiplayer właściwie nie ma życia (pomijając gry RPG). Tryb multi W CoD4, uległ znacznej przebudowie w stosunku do poprzedniczki, i zawiera w sobie teraz elementy Enemy Territory, Counter Strike’ a nawet Battlefielda. Fani pojazdów z UO niestety kolejny raz muszą obejść się ze smakiem, bo i niedane nam będzie pojeździć Abramsami. Za to wprowadzono system doświadczenia. Od teraz za każdego zabitego wroga, asystę, czy podłożenie bomby dostajemy punkty doświadczenia. W trakcie gry zdobywamy kolejne levele, dzięki którym odblokowujemy nowe klasy, bronie i perki. Właśnie, główną nowością w CoD4 są perki. Są to w pewnego rodzaju umiejętności które nabywa nasz żołnierz, jak chociażby szybsze strzelanie, zmniejszenie odrzutu, większa żywotność itp. Po zdobyciu piątego poziomu mamy możliwość stworzenia własnej klasy i wybrać broń jaką będziemy grać i do trzech perków. Ponieważ perki są dośc dużym ułatwieniem, bardzo ciężko nowej osobie wygrać pojedynek z kimś na chociażby 30 lvl, na szczęście poziomy nabiją się bardzo szybko. Dodatkowo aby jeszcze umotywować do grania różnymi broniami, autorzy udostępnili kilkanaście wyzwań za których wypełnienie otrzymamy jakiś gadżet do broni. Mapy przygotowane przez twórców gry sa ciekawe a częśc z nich oparta jest na etapach z Singleplayera.

Podsumowując, Call of Duty 4, to kawał porządnej strzelanki i każdy fan FPS-ów powinien spędzić przy niej kilkanaście godzin.

Opracował
Cichy